„Chłopcy w w trzecim i czwartym (!) roku życia na koniach jeżdżą,
w czwartym i piątym sami się nimi puszczają,
a w dziesiątym i dwunastym najdziksze konie dosiadają i po mistrzowsku nimi władają.
A że pierwsze wychowanie otrzymują w kraju po większej części, gdzie świeżego powietrza, przestrzeni i wszelkich zdrowie i czynność utrzymujących zajęć jest pod dostatkiem, że w tych latach nikt nie myśli kazać im siedzieć i nad nauką ślęczeć, naturalna rzecz, iż się w nich lepsza krew wyrabia, niżeli ją w spadku po ojcu i matce otrzymali, i że potem rozkwitają tak świeżo i dzielnie jak zwykle polska młodzież.
Tylko tym sposobem wytłumaczyć mogę, w jaki sposób społeczność tak rozpasana, tak nieregularne życie wiodąca, tak zatopiona we wszelkiego rodzaju używaniu i nadużywaniu, może takie mnóstwo pięknych i zdrowych dzieci wychować” –
Nie mógł wyjść z podziwu Fryderyk Schulz, opisując proces wychowywania dzieci w Polsce w swoich „Podróżach Inflantczyka do Warszawy i po Polsce 1791–1793”.

Ilustracją wpisu jest obraz Bernarda Bellotta zwanego Canalettem z 1773 r. „Pułkownik Koenigsfeld udzieli lekcji jazdy konnej księciu Józefowi Poniatowskiemu”. Obraz pozostaje w stałej kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie