„Książę Józef Poniatowski, który znany jest jako doskonały tancerz, zarazem wybornie jeździ konno i powozi.
On był jednym z pierwszych, który lekki, otwarty, wysoko zawieszony powóz, w Niemczech zwany whisky, a w Polsce kabrioletem, w Warszawie w modę wprowadził.
Z początku zaprzęgał do niego po cztery konie, potem osiem, w porącz jedne za drugimi, powożąc z siedzenia stojący, co wyglądało bardzo malowniczo i widzom przypominało starożytnych w cyrkach woźniców.
Konie miał zawsze najpiękniejsze, pełne ognia, rosłe i silne, ale tak mistrzowsko nimi władał, że harde te stworzenia stały, szły, skakały, jak im jego ręka i głos nakazał.
Ćmiło się w oczach i strach ogarniał, patrząc, gdy jedną z szerokich i długich ulic, w pełnym pędzie , wymijając inne powozy, przebiegał” —
nie mógł wyjść z podziwu Fryderyk Schulz, niemiecki uczony z Akademii w Mitawie (dziś Łotwa), który podróżował do Warszawy i po Polsce w latach 1790–1793.
Niestety opisywanych przez Schulza scen Bernardo Bellotto, zwany Canalettem, uwiecznić nie mógł, gdy odszedł z tego świata 10 lat wcześniej, ale na jego obrazach często ukazywane są powozy.
Jeden z nich, wenecki mistrz, uchwycił na obrazie „Kościół Reformatów na ulicy Senatorskiej w Warszawie”.
Obraz znajduje się w stałej kolekcji Zamku Królewskiego w Warszawie.